piątek, 19 września 2014

Bo oszczędzać trzeba umieć :)




Kojarzycie taką reklamę, gdzie dwie koleżanki na siłowni rozmawiają o oszczędzaniu? Jedna się chwali, że kupiła coś taniej, a druga pyta ile z tego ma na koncie? Tej pierwszej mina rzednie, bo się okazało, że to, co niby zaoszczędziła, to wydała. Jakoś tak to było. No wypisz wymaluj to o mnie ;) 

Nie umiem oszczędzać. Bardzo bym chciała, ale jakoś tak mi nie wychodzi. Jestem uzależniona od wydawania pieniędzy na moje dzieci. Nie pamiętam kiedy coś kupiłam sobie z taką prawdziwą przyjemnością. Za to ekscytuję się każdą, nawet najmniejszą rzeczą, którą mogę kupić Natanielowi lub Leonowi. Ubrań mają pełne szafy. Zabawek cały dom. Kiedy tylko do portfela wpadnie jakaś ekstra gotówka, od razu w głowie pojawia się myśl, co by tu dla nich za nią kupić. 


 

Czasem jednak chcę oszczędzić. Choć chyba lepiej pasowało by tu słowo „przyoszczędzić”. No dobra, może być i „przyżyłować”   ( No wiecie, od tego powiedzenia „Nie bądź żyła, pożycz dychę”) Tak jak ostatnio… Poszliśmy do Tesco. Koszyk pełen zakupów. Przypomniało mi się, że skończyły mi się wkładki laktacyjne. Wracam więc na odpowiednie stoisko, patrzę na cenę moich ulubionych wkładek i doszłam do wniosku „Za drogo. Kupię teraz małą paczkę tych wyprodukowanych dla Tesco, a po Johnson’s Baby pójdę przy okazji do Rossmanna bo będzie taniej.” Jak pomyślałam tak uczyniłam. Pożałowałam, jak tylko przyszło mi owych wkładek kupionych w Tesco użyć (wielkie, szeleszczące, płaskie naleśniki). Pożałowałam po raz drugi, kiedy okazało się, że wkładkę mogę wycisnąć… Niestety stanik też. Mamy karmiące, znacie to? Do d… takie oszczędzanie. No, ale nastał nowy dzień, pogoda piękna, więc Leon zapakowany do wózka i jedziemy naprawić mój błąd. Zapakowałam wkładki do koszyka, zmierzam do kasy dzierżąc w dłoni kartę płatniczą oraz kartę Rossnę, dzięki której mam zapłacić mniej, i co? Przy kasie informacja, że terminal uszkodzony. Wrzucam karty do wózka, płacę gotówką, odchodzę od kasy… i przypomniało mi się, że karty Rossnę nie pokazałam :(

 Nie umiem oszczędzać… Kto oszczędza płaci dwa razy…

A od poniedziałku w Biedronce super koce dzianinowe. Idealne do łóżeczka Leona. Muszę go mieć. I co z tego, że miałam już nic nie kupować… ;)

PS. A za co lubię wkładki laktacyjne Johnson.s Baby? Za to, że są wyprofilowane i ładnie leżą na piersi. Mają nawet takie wgłębienie na sutek, co szalenie mnie rozbawiło, gdy zobaczyłam to po raz pierwszy. Nie wiem co mają w środku, ale to coś sprawia, że wkładka tak chłonie wilgoć, że nic z niej nie wycieka i pozostaje sucha. Jest mała, nie szeleści  i jest przyjemna w dotyku. Nie znajdzie się w niej żadnej folii czy ceraty. Genialna jest i tyle :)

czwartek, 18 września 2014

Nie podcinaj skrzydeł




Miał być post o czymś innym, nawet zdjęcia przygotowałam, ale rozmowa z koleżanką natchnęła mnie do zmiany planów.

Głośno jest ostatnio o 6- latkach, które muszą iść do szkoły w związku z obniżeniem wieku szkolnego. Ogólne poruszenie się zrobiło, rodzice krzyczą „Ratuj Maluchy!”, chyba nawet jakieś stowarzyszenie rodziców o tej nazwie powstało. W przedszkolnych szatniach rodzice sieją panikę. Na poradnie psychologiczno-pedagogiczne ma miejsce jakiś zmasowany atak rodziców, którzy chcą odroczyć swoje dziecko od przykrego obowiązku chodzenia do szkoły. W opowieściach rodziców dzisiejszych 5-latków szkoła wydaje się być miejscem jakichś tortur okrutnych, wymagań ponad miarę oraz miejscem „nieprzystosowanym” do przyjęcia dzieci?



I tak sobie myślę, ja- od 2008 roku pracująca w szkole. Dlaczego rodzice nie wierzą we własne dzieci? Czy naprawdę dzieci rozwijają się dziś jakoś gorzej? Coś im dolega? No bo innego powodu odroczenia dziecka od obowiązku szkolnego, jak jakaś nieprawidłowość w rozwoju, to ja nie widzę. Dlaczego rodzice uważają, że ich dziecko nie jest gotowe na naukę, a jest (o zgrozo!) już od dawna gotowe na naukę obsługi komputera, tabletu i komórki? Dlaczego dzieci nie są gotowe na zabawę na szkolnym korytarzu, a gotowe są biegać bez nadzoru po podwórku ( wiem, wiem, że nie wszystkie są bez nadzoru, ale wystarczy pójść na plac zabaw, by się przekonać ilu maluchów jest tam samo). Dlaczego dziś dzieci nie są w stanie „wysiedzieć 45 minut w ławce”, ale są w stanie siedzieć pół dnia przed telewizorem lub monitorem komputera? Dlaczego rodzice uważają, że 6- latek nie jest gotowy na naukę pisania w szkole, ale ci sami rodzić chcą, by pisanie uczyła ich dzieci pani w przedszkolu?
Zastanawiam się, co to znaczy, gdy rodzice mówią, że szkoły „nie są przygotowane”. Czy ci rodzice byli w szkole? Widzieli ją? W klasie w której pracuję razem z koleżanką ( jako, że klasa jest integracyjna, jesteśmy dwie) są ławki i krzesła z regulacją wysokości. Przychodzi do nas pan Józek i specjalnym kluczem tu podkręci, tam przykręci i każdy ma ławkę i krzesło dostosowane do swojego wzrostu. Na ścianie wisi tablica interaktywna, a na niej pani wyświetla elektroniczną wersję podręcznika, filmiki i ćwiczenia interaktywne. Z tyłu klasy jest dywan, na którym odbywa się szereg ćwiczeń i zabaw edukacyjnych. W toaletach są obniżone umywalki i sedesy. Więc zapytam raz jeszcze? Co oznacza nieprzygotowanie szkół na dzieci 6-letnie? Że kadra nauczycielska nieprzygotowana? Nie znam innej grupy zawodowej, która by tyle się doszkalała co nauczyciel. Wręcz jestem skłonna stwierdzić, że gdyby od dziś nauczyciel nie musiał podejmować co rusz nowych studiów podyplomowych lub kursów wiele szkół wyższych nie utrzymałoby się na rynku.

Jakiś czas temu znalazłam w piwnicy swój stary zeszyt z matematyki z III klasy szkoły podstawowej. Jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłam w nim równania z jedną niewiadomą, przenoszenie x na drugą stronę ze zmianą znaków. Czy 20 lat temu dzieci były inne niż dziś? 20 lat temu dzieci były na to gotowe, a dziś już nie są? A zaręczam, że dziś już równań z niewiadomą w klasach I-III nie ma. Nie ma połowy rzeczy, których my się uczyliśmy.

Czy naprawdę rodzice uważają, że ich dzieci są w czymś gorsze od nich samych w tym wieku? Co powiedzą swoim dzieciom, gdy te zapytają, dlaczego są o rok starsze od kolegów w klasie? Czy wtedy powiedzą, że w nie nie wierzyli? Że uważali, że są gorsze, słabsze od innych? Że uważali, że sobie nie poradzą?



Mam syna. Mój syn pójdzie do I klasy jako 6-latek, bo nie pójdę do poradni prosić o odroczenie. Mój syn pójdzie do I klasy, jak większość dzieci z jego rocznika. Mój syn pójdzie do I klasy, bo w niego wierzę, bo uważam, że jest mądry i ma potencjał. Mój syn nie robi pięknych rysunków, zna 5 liter na krzyż i jeszcze je pomyli, mój syn wierci się na dywanie i daleko mu do anioła. Mój syn jest jak inne dzieci w jego wieku. Mój syn pójdzie do I klasy, bo nie podetnę mu skrzydeł…








środa, 17 września 2014

Na domowej autostradzie




Nie wiem czy jest na świecie jakiś mały chłopczyk, który nie kochałby autek. Nataniel dość szybko uległ fascynacji 4 kółkami. Zamiłowanie do kręcenia jest chyba typowe dla facetów… tych małych i dużych ;) Kolekcja samochodów mojego syna jest ogromna, choć gdy był maleńki snułam wizję idealnego, niezagraconego zabawkami pokoiku. Uważałam, że nadmiar zabawek szkodzi. W sumie nadal tak uważam… Cóż jednak zrobić, gdy sprawiają mu one tak wielką radość. Wiem, że lądują zaraz gdzieś w pojemniku, wśród tysiąca podobnych. Jestem jednak matką, której ciężko się powstrzymać przed sprawianiem radości własnemu dziecku…

Każda mama chłopca wie, że autka nie służą jedynie do oglądania. Autkami trzeba jeździć. Najlepiej po ulicy. I tu się zaczynają schody. Skąd wziąć w domu ulice do zabawy?
Wiem, że o gustach się nie powinno dyskutować. Że to, co podoba się mi, nie musi się podobać innym i na odwrót. Ale...szukałam rozwiązania na wyczarowanie ulic dla syna. Szukałam alternatywy dla mało estetycznych (moim i tylko moim zdaniem) uliczkowych wykładzin, których pstrokacizna bije mnie po oczach. Aż w końcu znalazłam….

Moje idealne rozwiązanie. Takie, by wilk był syty (to chyba ja) i owca cała (to chyba Nataniel). Takie, by Nataniel miał uliczki do zabawy i żebym ja cieszyła oko czymś, co uważam za ładne
i pomysłowe.


Domostrada! Jakże prosty, a zarazem genialny pomysł. Kawałek taśmy (no dobra, nie taki kawałek, bo aż 50 metrów!) z nadrukiem ulicy i pasów dla pieszych. 50 metrów taśmy, którą możemy nakleić jak i gdzie chcemy. Ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia.








Nasza Domostrada zamieszkała pod dywanem. Jeśli Nataniel chce się pobawić, odsuwamy dywan. Po skończonej zabawie dywan ładnie przykrywa uliczki i znika zgiełk ruchliwych ulic :) Kreatywnie, praktycznie, estetycznie. 



Do wyklejenia naszych ulic nie wykorzystałam całej taśmy.  Kiedy układ ulic się nudzi lub taśma staje się zużyta, odklejamy i „asfaltujemy” od nowa.

A wiecie, że dla jeszcze lepszej zabawy jest Kolejkostrada? Też mamy, nie została jednak uwieczniona na zdjęciach ;)

Dla zainteresowanych KLIK. Można oczywiście szukać w wielu innych sklepach. Link do sklepu przypadkowy.

wtorek, 16 września 2014

Moja mama




…jest dla mnie wojowniczką. Najdzielniejszą jaką znam. Moja mama przez życie idzie sama. Przedwczesna śmierć odebrała jej to, co w życiu najcenniejsze. Los zniszczył to, co starała się zbudować. Moja mama szła przez życie sama z małym dzieckiem pod pachą. Nigdy się nie skarżyła. Walczyła o nas, o mnie zawsze i wszędzie. Moja mama zawsze po pracy biegła szybko do domu, by ugotować mi obiad i przypilnować bym odrobiła lekcje. Moja mama robi najpiękniejsze kanapki na świecie. Moja mama nauczyła mnie, że najpierw myśli się o swoim dziecku, a potem o sobie. Moja mama musiała być dla mnie mamą, tatą, babcią i dziadkiem. Moja mama podołała temu zadaniu, bo moja mama jest wielka.



Patrzę na moją mamę… Zawsze była dla mnie taką silną osobą, zawsze umiała się znaleźć w każdej sytuacji, wszystko potrafiła załatwić. Dziś wiem, rozumiem, ile to ją musiało kosztować. Wiem, że były chwile, kiedy też się bała, kiedy było jej źle. Wiem, że pewnie miała inny plan na życie.

Zawsze chciałam, żeby moja mama była ze mnie dumna. Nie chciałam jej zawieść. W szkole, na studiach i nawet teraz… Moja mama często mówiła mi, że mnie kocha. Dzięki temu ja umiem mówić to moim dzieciom. Moja mama często mnie przytulała. Dzięki temu moje dzieci znają moc przytulenia. Moja mama nauczyła mnie, że rodzice są po to, by pomagać swoim dzieciom. Dlatego ja zawsze pomogę swoim.

Gdyby moja mama była inna, ja nie byłabym tym kim jestem. Dzięki mojej mamie nie musiałam się buntować w okresie dojrzewania. Dzięki niej wiedziałam, że jest ktoś, na kogo mogę zawsze liczyć. Moją mamę lubili wszyscy moi znajomi. Moja mama potrafiła przynieść do mojego pokoju ponad 10 herbat, przeskakując przy tym przez cały przedpokój zastawiony butami moich gości. Moja mama pozwalała mi słuchać głośno muzyki, kupiła mi glany i kolejny czarny sweter, choć mówiła, że już nic więcej czarnego od niej nie dostanę. Moja mama nauczyła mnie, że każdy wiek ma swoje prawa.

Moja mama jest odważną kobietą. Potrafi powiedzieć innym to, czego ja bym nigdy nie umiała. Moja mama kroi cebulę w tempie błyskawicy i dla mojego syna gotuje rosół, którego wcale nie lubi. Moja mama ma zawsze cukierki w torbie i dom pełen niespodzianek dla moich dzieci.


Pewnie to przeczytasz mamo… Mamo, dawno nie mówiłam Ci, że Cię kocham, że dziękuję Ci za dzieciństwo, które mi stworzyłaś mimo wszystkich przeciwności losu. Dziękuję, że zawsze jesteś przy mnie. Nie umiałabym powiedzieć Ci tego wszystkiego prosto w oczy bez wzruszenia i drżenia w głosie. Łatwiej jest mi pisać… Kocham Cię Mamo…