wtorek, 25 listopada 2014

Świąteczna gorączka

Zbliża się grudzień, a z nim prezenty. Prezenty to coś, na co dzieci czekają najbardziej. Leo świadom ich jeszcze nie jest, za to Nat odlicza dni. Nie bardzo pojmuje, że np. nie mam wystarczającej ilości palców by mu pokazać, za ile dokładnie dni znajdzie coś pod choinką. Listę życzeń do św. Mikołaja ma długą, o czym pisałam wcześniej. Lista ta jednak każdego dnia ulega pewnym zmianom, w zależności od tego, co akurat zobaczył. Dlatego ja tworzę swoją listę alternatywną, po części jednak uwzględniając życzenia starszaka. Starszak jest bowiem skłonny po odpakowaniu prezentów i początkowym zachwycie powiedzieć przy wszystkich, że on "tego" nie chciał. Dlatego pod choinką musi znaleźć się coś, o czym dziecko me "marzy", nawet jeśli to marzenie jest przelotne. Na szczęście (i nieszczęście), Nat w styczniu ma urodziny, i jeśli św. Mikołaj nie trafi z prezentami, to rodzice mogą to naprawić dość szybko.
Nataniel, grudzień 2012

No i o tej liście prezentów bym chciała chwilkę... Niby wszystkiego pełno, niby jest w czym wybierać, ale jeśli się głębiej zastanowić, to właśnie nie ma czego wybrać (!). Wszystko to jakieś takie nijakie, plastikowe, potworzaste. Ile zestawów Lego można kupić dziecku? I tak wszystko leży potem w pudełku w kawałkach, od czasu do czasu zostając odbudowanym, po czym znów znajduję same części. Ile można mieć sterowanych samochodów, które za chwilę są rozwalone, ile resoraków? Batmany, Spidermany, Transformersy... No fuj... Ale muszę, bo dziecko chce, bo marzy, bo całuje te swoje zabawki potem. Trzeba tylko znaleźć takie, by nie rozpadły się przy pierwszym użyciu. A takich rozwalających się nie brakuje w sklepach. I jeszcze coś smutnego zauważyłam. Przeszłam się po sklepach zabawkowych, aby  rozeznać się nieco, aby pomacać to, co widziałam w sieci. I co? Ceny mnie poraziły... Zabawki w sieci dostępne za np. 130 zł w sklepie potrafią kosztować 230 zł (!!), coś co możemy kupić za 90 zł, na sklepowej półce zyskuje na wartości, bo cena na etykiecie to aż 180 zł. Tragedia, porażka i złodziejstwo... Nie każdy ma możliwość kupienia czegoś przez internet, nie każdy się na tym zna, nie każdy odwiedza wirtualne sklepy zabawkowe. Każdy chce sprawić dziecku przyjemność na święta. Czasem kosztem innym spraw. Takie przebitki cenowe uważam za nieuczciwe. Tak po ludzku, to jest naciągactwo.

Kiedy Nataniel był mały, łatwiej było mi kupić dla niego prezenty. Miałam swoją wizję, dziecko nie ulegało reklamom, nie znało bajek do tego stopnia, by wiedzieć, że na ich podstawie wyprodukowano całą masę zbawek. Mogłam kupować moje ukochane drewniaki, kilka "standardów", które posiada prawie każde dziecko np. z Fisher Price, rowerki, krzesełka, jeździki. Dziś to on w dużej mierze decyduje, ja mogę tylko poszukać "jakości", choć i to nie zawsze.

Jest jedno "ale". Skoro tyle rzeczy podostawał już Nataniel, to znaczy, że Leon już to ma ;) I bądź tu człowieku mądry i kup coś Leonowi, czego nie ma w piwnicy. Bo tak na dobrą sprawę, to już wszystko mamy. Może niektóre zabawki zmieniły dziś wygląd, ale idea jest ta sama. Naszukałam się i brakuje mi w sumie jednego prezentu, który będzie od babci. Babcia chce, żeby było duże, fajne i coś czego jeszcze nie ma. No to mam zadanie :) Przekopuję ten internet, coś tam się rodzi pomału w głowie, ale ostatecznie decyzji jeszcze brak. No bo gdzie ja to duże będę trzymała? Więc może jednak zamiast duże to lepiej dwa mniejsze?

Jak się zdecyduję to pokażę, co moje dzieci znajdą pod choinką :)

3 komentarze:

  1. To juz się nie mogę doczekać posta ze wszystkimi zabawkami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że prezenty choć trochę trafią w gusta dzieciaków ;)

      Usuń