piątek, 1 maja 2015

Jesteśmy

Cisza na blogu nastała. Ciężko się zebrać, żeby opisać wszystko co się dzieje. A trochę się działo, bo ząbkowanie Leon przypłacił tygodniową, jak byśmy to ładnie nazwali "grypą żołądkową" :/ Po tygodniu kup po pachy (dosłownie) i diety "sam cyc", mamy na koncie 12 zębów. Wyszły wszystkie "czwórki". Biedny był ten mój Okruszek, praktycznie nic nie chciał jeść. Ale nie płakał, nie bolał go brzuszek i starał się zachowywać troszkę swojego humoru. Chociaż podobno będąc pod opieką teściów, był marudny. Jednak gdy wracaliśmy do domu, gdyby nie co jakiś czas konieczność przebrania całego dziecka i czasami wsadzenia go od razu pod kran, nie widać było, że "coś" go męczy. Na szczęście mamy już spokój, a apatyt maluchowi wrócił i pięknie otwarty dziobek czeka na łyżeczkę z jedzeniem... ufff... bałam się, że odzwyczai się od jedzenia, zacznie wybrzydzać i będziemy się męczyć z wprowadzaniem jedzenia od nowa. Obawy moje jednak się nie potwierdziły. Leo jest dzieckiem bardzo ciekawym nowych smaków. Patrząc na Nataniela i jego podejście do jedzenia, Leo to jakiś "cud natury". Wszystko co my jemy, a on to widzi, chce też spróbować. Z niektórymi rzeczami naprawdę trzeba się ukrywać. Dziś wcinał krupnik, który mu gotowałam i aż miałam wrażenie, że dostał za małą porcję. Do tego poznał smak szparagów z mojego talerza. Myślałam, że wypluje, jednak zjadł ze smakiem. Hurra! Szparagi odkryłam w zeszłym roku i to pod koniec sezonu na nie. W tym roku będę nadrabiała stracony sezon. Trzeba będzie tylko znaleźć alternatywę dla Nataniela, bo dzisiejszy obiad upłynął przy akompaniamencie jego płaczu...na sam widok szparagów na talerzu... Nie mam sił, dużo bym dała, żeby jadł normalnie. Może jak zacznie dojrzewać, to coś się zmieni.

W ostatnim czasie widać w zachowaniu Leona wiele zmian. Coraz częściej robi coś, co wie, że nas rozśmieszy. Potrafi się naprawdę fajnie bawić razem z Natanielem. Upodobał sobie grzebanie w kuchennych szafkach i wyrzucanie rzeczy do śmietnika. Od czasu kiedy nauczył się chodzić, jego główne zajęcie w domu to chodzenie z kąta w kąt. Nosi, przenosi, wynosi rzeczy z jednego miejsca w drugie. Mogę sobie sprzątać do woli, za chwilę i tak znajdę jakieś buty na środku dużego pokoju ;) Żadnymi konkretnymi słowami pochwalić się nie możemy, choć gada to moje dziecko po swojemu co chwilę. Czasem Nataniel udaje, że go rozumie. Może to ta tajemnicza, braterska nić, która ich łączy. Lubię ich obserwować, kiedy razem coś robią. Pamiętam, że bałam się, jak to będzie, jak będzie w domu dwoje dzieci. Teraz wiem, że dla nich to fajna sprawa. A jeszcze lepiej będzie, jak będzie Leon trochę starszy. Widzę, jak obserwuje Nataniela i jak stara się go naśladować. Chce być tam gdzie Nat i robić to co on. Najczęściej jeszcze bardzo nieudolnie, ale jednak. 

Zbliżają się urodziny Leona i szukałam prezentów. Problem ten, co przy świętach. Co mu kupić? Przecież wszystko jest. Długo mi zajęło szukanie, wybieranie i podjęcie ostatecznej decyzji. Wiele rzeczy mi się podoba, wiele bym chciała, jednak nie wszystko można mieć. I kiedy już praktycznie miałam wszystko pozamawiane, okazało się, że w moim mieście otworzyli sklep z zabawkami. Poleciałam zaraz po pracy na otwarcie z wielką nadzieją, że tym razem będzie to sklep warty uwagi. Sklep, w którym będą bardziej wyszukane zabawki, lepsze firmy. Po prostu coś ciekawego, a nie to co wszędzie. I nie zawiodłam się. Leon dostał dodatkowe prezenty. Stanęłam przed regałami z moimi ukochanymi drewniakami (tym razem firma Hape) i chciałam wszystko (!). Przez to, że byliśmy całą bandą i Marcin nieco mnie pospieszał, nie obejrzałam każdej półki w sklepie. Jutro idę jeszcze raz. Tym razem pogapię się na spokojnie ;) Nataniel, za zrobione w dniu otwarcia zakupy, dostał w gratisie ludzika i pewne klocki/układankę. Sama dobrze nie wiedziałam co to jest... kiedy już się dowiedziałam, postanowiłam, że koniecznie muszę dokupić więcej tego "cuda". Myślę, że za jakiś czas będę mogła napisać więcej. A jak wszystko do nas przyjdzie, pokażę nasze "roczkowe" prezenty. Torcik tuż tuż :)

wtorek, 14 kwietnia 2015

Hierarchia w rodzinie

Nataniel rysuje rodzinę. Jest mama, tata, Leoś i on. Genaralnie wszyscy są do siebie podobni. Patyczaki takie ;) 
-Mamusiu, narysuję Leosiowi krótkie nóżki, bo on jest malutki- zakomunikował. (W sumie trafne spostrzeżenie.)
- A tobie jakie mam narysować?-zapytał.
- Narysuj mi najdłuższe, bo ja w domu najbardziej rządzę- odpowiedziałam trochę żartobliwie.
Następnego dnia rano, podczas szykowania się do pracy/przedszkola Nat tak się ociągał, że konieczne było lekkie pokrzyczenie na niego, bo inaczej to chyba byśmy nigdy z domu nie wyszli. Obraził się. Minę zrobił i myśli... W końcu wymyślił...
-Ha! A ja ci narysowałem wczoraj krótsze nóżki, a tacie dłuższe!

...no to mi syn dowalił, że ja tu nie rządzę tylko tatuś ;)

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

11 miesięcy

Wczoraj Leon skończył 11 miesięcy. Kolejny miesiąc z jego życia obfitował w nowe umiejętności i nowe zęby :) Zębów mamy aktualnie 10. Wychodzą właśnie górne czwórki. Nie chcę zapeszać, ale do tej pory obywało się beż żadnych gorączek itp. Było nieco marudzenia i ślinienia, ale kto by nie marudził, jakby mu się coś przez dziąsła przebijało... Dzielny, mały chłopczyk z Leosia. Zważony na domowej wadze w cienkim ubraniu i pieluszce, waży 10kg. Ubranka nosi głównie w rozmiarze 80cm.


W tym miesiącu Leon doskonalił chodzenie. Dużo się podpierał, chciał łapać kogoś za palec, żeby móc biec przed siebie. Dziś zaczął latać po domu samodzielnie. Widać, że sprawiało mu to wielką radość. W końcu zrozumiał, że sam może o wiele swobodniej się poruszać i nie musi "prosić" o pomoc. Potrafi wstać niczego się nie podtrzymując. Opanował też wchodzenie na łóżko Nataniela, a z łóżka wchodzenie na stolik. Jak coś chce to wyraźnie umie to zakomunikować używając swojego drogowskazu (palucha ;) ), a kiedy mu się na coś nie pozwoli, lub coś zabierze, to trzeba się liczyć z krótkotrwałym, ale jednak wrzaskiem. Rozumie kilka pytań/poleceń, np.: 
-daj (podaje przedmiot trzymany w reku),
-jak Leoś śpi? (kładzie się na poduszkę), 
-jak Leoś tańczy/skacze? (podskakuje),
-zrób "nie ma Leosia" (zakrywa oczy rączkami, czasem zakrywa sobie buzię),
-daj buziaka (daje buziaka-śliniaka)
-podaje chusteczkę i dmucha, pokazując, że ktoś ma sobie wydmuchać nos, 
-daje do nadmuchania balonik też przy tym dmuchając,
-próbuje komuś myć zęby
-próbuje włączyć telewizor pilotem
-naśladuje Indianina
-nauczył się pić ze słomki i kubka-niekapka
-rzuca piłkę i próbuje ją złapać (lub kopać)
-gryzie coraz większe kawałki jedzenia, potrafi zjeść kanapkę, wędlinkę, serek
-kojarzy przeznaczenie przedmiotów (patyczek do ucha próbuje wsadzić w ucho, grzebieniem chce kogoś uczesać, pilot kieruje w stronę tv, kształty chce wsadzać w odpowiednie dziurki).
Zaczął się bardzo wygłupiać naśladując Nataniela. Kiedy duży biega, mały chce go gonić. Kiedy duży skacze po łóżku, mały musi robić tak samo. W sobotę pierwszy raz bujał się na huśtawce, i kiedy ja mówiłam "buju buju" Leon próbował naśladować melodię usłyszanych słów. 

Niestety 11 miesiąc upłynął też pod znakiem wózkowego buntu i po 20-30 minutach zaczyna się marudzenie i koniecznie rączki mamusi albo chodzenie nóżkami po ziemi. Mam nadzieję, że jednak to chwilowy bunt, bo w planie są letnie spacerki. Tu muszę pochwalić Nataniela, bo on nigdy się w wózku nie buntował i nie próbował z niego wychodzić. Dalej też Leo wstydzi się obcych osób i na wszelki wypadek woli się wtedy wtulić w rodziców.

A Nataniel od paru tygodni chodzi bez zęba, którego pozbawiła go ostatecznie pani w przedszkolu. Ale prawdziwe zaskoczenie przeżyłam, jak mi dziecko oznajmiło, że wyrósł mu chyba nowy ząbek. Zajrzałam i mówię, że nic jeszcze nie ma. Dziura, jak była, tak jest. A Nat na to, że nie ten zabek, a tam na końcu. Patrzę i oczom moim ukazała się wielka, wyrośnięta już "szóstka". Nie wiem kiedy, nie wiem jak... Spodziewałam się, że będzie trochę bólu i marudzenia zanim stałe szóstki się przebiją, a tu mi dziecko już takiego dorodnego zęba zaprezętowało. Podobno nic go to nie bolało. Oby dalej też było to bezbolesne. Dwoje dzieci mi ząbkuje :)

środa, 1 kwietnia 2015

Baby Jogger City Elite

Wózkomania to choroba, wiem, wiem... ;) Mężczyźni mają całe życie swoje samochody, kobiety przez około 3 lata mogą cieszyć się wózkiem. Przez moje ręce przewinęło się ich już kilka, a od niedawna Leon wozi się w Baby Jogger City Elite. Wybór nie był łatwy. Fajnych wózków jest wiele, jednak nie każdy można mieć. A szkoda ;) Nie ma wózka idealnego, w każdym można znaleźć jakąś wadę. Przy każdym kolejnym "wozie" wzrastają wymagania. Chciałam wózek tzw. "duży", z dużymi kołami, przyzwoitą amortyzacją, dużą budą, łamaną rączką, podnóżkiem i pozycją do spania. Dodatkowo mile widziany miał być czarny stelaż i tapicerka. Chyba właśnie ta ogromna buda przykuła moją uwagę w Baby Joggerze. Nie wiem, czy jest wózek, który ma ją równie wielką.



Najkorzystniejszą ofertę na naszego "elita" znalazłam na OLX. Nie wiem na czym polegał fenomen, że na Allegro te wózki były o prawie 300zl droższe niż właśnie tam, i to u tego samego sprzedawcy. Do tego kurier z odbiorem za pobraniem gratis. Karoca dla Leona przyszła bardzo szybko. Aż dziwne, że taki duży wózek mieścił się w tak małym kartonie. Zdecydowałam się na kolor Charcoal choć trochę się bałam, jak będzie wyglądał w rzeczywistości. Na szczęście nie rozczarowałam się. Wygląda jak czarno-szary jeans, jest miękki i nie ślizga się. Naramienniki przy pasach nie są za duże, jak w wielu wózkach. Żeby przepiąć pasy wyżej, trzeba odpiąć kieszonkę na rzep z tyłu oparcia i wsadzić do niej rękę.





Buda jest ogromna i co najważniejsze, nie odchyla się do tyłu kiedy płożymy oparcie. W budzie jest jedno okienko do podglądania na górze, i dwa po bokach z siateczki, jako wywietrzniki. Wszystkie zasłaniane materiałem na magnesy W lato przy rozłożonym oparciu możemy zrolować materiał  budki tworząc dziecku przewiew. Zostanie nam sama siateczka.



Po odczepieniu rzepów mocujących budę do ramy wózka, można przełożyć ją całkowicie do przodu zasłaniając całe dziecko. Miodzio :) Żaden wiatr w oczy nam niestraszny :) Z tyłu oparcia jest  kieszonka wykonana z siateczki. Można tam schować np. kocyk, lub jakieś inne drobiazgi dla dziecka.


Składanie wózka jest banalne. Jedyne co trzeba zrobić, to pociągnąć do góry pasek znajdujący się na siedzeniu. Zachwycił mnie również hamulec, który jest ręczny. Nie będzie więcej problemu z zaciąganiem lub spuszczaniem hamulca np. w sandałach. Podnóżek jest regulowany. Mniejszemu dziecku można go unieść do góry, tak, by nóżki były wyprostowane i nie wisiały.

Przednie koło jest bardzo dobrze amortyzowane. Amortyzacji na tył nie ma, jednak wiecznie napompowane koła zapewniają dobry komfort jazdy. Dzięki łamanej rączce wózek łatwo się podbija. Świetnym pomysłem fabryczny organizer  między rączką a budą. Nie ma problemu z wrzuceniem gdzieś telefonu, chusteczek czy butelki z piciem.


Oparcie w wózku jest usztywnione gąbką, a całe siedzisko zawieszone jakby na hamaku, dzięki czemu podczas jazdy dziecko jest lekko bujane. Jeśli dla kogoś oparcie jest za miękkie, nie ma problemu, alby usztywnić plecki jakąś sklejką. Z tyłu oparcia jest kieszeń na rzep i wystarczy wsadzić tam coś sztywniejszego, odpowiednio dociętego. Do wózka można dokupić pałąk, co pewnie uczynię w niedalekiej przyszłości :) Kosz na zakupy pomieści najpotrzebniejsze zakupy. Przednie koło można zblokować.

Tak, jak napisałam na początku, nie ma wózka idealnego. Baby Jogger City Elite także posiada pewne niedociągnięcia. Są to takie rzeczy, jak:
-ocieranie się załadowanego koszyka o przednie koło. Trzeba zakupy tak wkładać, żeby więcej i ciężej było przy tylnej osi
-materiał od górnego okienka w budce trzeba zwinąć, aby można go było przypiąć na magnes, jednak przy wietrze i tak go podwiewa. Nie ma tego problemu z bocznymi okienkami, ponieważ wyprostowany materiał dobrze trzyma się na magnesie.
-torba zawieszona na rączce wózka powodowała jej opadanie podczas spaceru. Przewieszenie torby przed mechanizm składania rączki rozwiązało problem. Swoją drogą na wózku jest informacja, aby na rączce nic nie wieszać ;)
-regulacja oparcia za pomocą paska jest dziwna. Do tej pory miałam wózek, w którym jedną ręką pociągało się jeden pasek w celu rozłożenia oparcia, drugi w celu jego złożenia. Tu trzeba użyć do tego dwóch rąk i siły. Chyba muszę się tego jeszcze poduczyć :)

Minusy jakie znalazłam w wózku nie są jednak jakieś rażące. Wózek prowadzi się rewelacyjnie i jest bardzo wygodny. Nie przytłacza wizualnie osób o średnim wzroście, a wysocy nie wyglądają z nim jak z wózkiem dla lalek. Wyjście na spacer to teraz jeszcze większa przyjemność ;)







czwartek, 19 marca 2015

Syn mi się starzeje!

Chodził Nat i jęczał, że ząbek mu chyba pęka. Potem, że go ząbek boli. Myślałam sobie "Tylko nie to". Zaglądałam w paszczę, ale nie widziałam, żeby cokolwiek wskazywało na jakąkolwiek dziurę. Zęby bialusieńkie. Na ząbku nic się nie zaczepiło. "Wymyśla coś"-przemknęło mi przez myśl. Dziś w drodze powrotnej z pracy do domu słyszę, że nie zjadł pierogów u babci na obiad, bo go mocno ząbek bolał . Normalnie  dentysta się kłania... Ale co to? Zaglądam w paszczę raz jeszcze, a tam biała perełeczka- jedyneczka się rusza. Rusza się! A jak się rusza, to znaczy, że niedługo wypadnie. Ale jak to? To już? Przecież dopiero z niecierpliwością czekałam na jego pierwsze ząbki. Dopiero mnie nimi gryzł z całej siły zaciskając małe szczęki. Dopiero uczyliśmy się je myć. A teraz już mają wypaść... Mój mały, pierwszy synek co chwile przypomina mi, że staje się coraz to większym synkiem. Przypomina mi, że dzidziusiem już nie jest, a co gorsza, już nigdy nim nie będzie. Trochę się wystraszył, że skoro ząb mu wypadnie, to znaczy, że jest już duży, a on nie chce być duży, bo nie chce umierać ( znowu temat umierania zaczyna powracać :/), ale wizja odwiedzin Wróżki Zębuszki przywróciła uśmiech na jego twarzy. Oby tylko zęba nie połknął. Oczywiście ma wymówkę, że jeść nie może przez ten ząbek, ale kanapkę dostał pokrojoną w kosteczkę, i jakoś sobie poradził. Ciekawe jak długo będzie wychodził stały ząb. Okres bycia "szczerbatym" chyba do fajniejszego nie należy :)

I tak to się kręci, jedne zęby witamy (u Leona), drugie zęby żegnamy ( u Nataniela) :)

czwartek, 12 marca 2015

Chorobowo

Za długo wszyscy w domu byliśmy zdrowi. W końcu musiał nastać taki moment, w którym coś kogoś trafiło. Niestety trafiło na Nataniela. Dostałam zdjęcie i za chwilę telefon z przedszkola, że dziecko moje stało się posiadaczem gorączki w wysokości 39 stopni. Nie ważne, ze rano jeszcze się kłócił przed wyjściem z domu, że w szatni jeszcze jakoś tak odruchowo dotknęłam jego czoła i było zimne. Bidulka mojego rozłożyło. A Nat z tak wysoką gorączką to kupa nieszczęścia. Chce coś powiedzieć, a język mu się plącze, zaczyna płakać i dużo śpi. Spał tak długo, że nie mieliśmy jak się przenieść z nim od dziadków, dokąd został zabrany z przedszkola, do domu. Na szczęście syrop działa i temperatura mu spada. Musimy przetrwać kilka najbliższych dni i oby w nic poważniejszego nasze chorowanie się nie przerodziło. Boję się o Leona, żeby i on czegoś nie podłapał. Chorowanie Nataniela jest o tyle "łatwiejsze", że można się już z nim dogadać. Powie co mu jest, co go boli, czego mu potrzeba. U Leona to takie działanie na oślep przy jakiejkolwiek chorobie. W chwili, kiedy choruje dziecko, zaczyna się doceniać ile znaczą takie "zwykłe" chwile. Chciałabym móc go wyciągnąc na spacer, pokłócić się przed wyjściem o to, że znów zamiast się ubierać to lata po domu i się wygłupia, chciałabym móc zwrócić mu uwagę, że ma być ciszej. Wolę to po stokroć niż jego zapłakane oczy i niemoc. Dziś już jest lepiej, choć temperatura około 38 stopni. Znajdował jednak siłę na kopanie piłki, budowanie z lego czy zwykłe pooglądanie bajki... na męczenie mamusi też. Wczoraj, żeby go nieco ocucić, wyszeptałam mu do ucha, że jak wyzdrowieje, to kupimy nowe lego w nagrodę, że jest dzielny i walczy z chorobą. Ledwo otworzyłam drzwi do domu po pracy, od progu przekonywał mnie, że właśnie w tej chwili mam z nim usiąść i zamówić lego. A jak nie w tej chwili, to da mi odpocząć... aż 3 minutki ;) Teraz będzie czekał na listonosza. Niech ma jakąś przyjemność w tym nieprzyjemnym dla siebie czasie. Dziś w przedszkolu podobno trójka innych dzieci została zabrana przez rodziców. Coś szaleje w powietrzu...

Dziś jest 12. Oznacza, to, że mój młodszy syn skończył już 10 miesięcy. Wierzyć mi się nie chce, że taki duży już jest. Mamy 7 zębów i kolejne na wybiciu. Mamy za sobą samodzielne chodzenie na coraz dłuższych dystansach. Pięknie już chwyta chwytem pensetkowym i coraz mniejsze przedmioty wkłada w małe dziurki. Rączką nadaje kierunek, w którym chce iść i porozumiewa się, za pomocą różnie wymawianego "eee!". W  zależności od długości i zabarwienia emocjonalnego, może to być wołanie jakiejś osoby, proszenie o coś, krzyczenie na coś. Kiedy widzi kogoś obcego, kto do niego zagaduje chowa się najlepiej wtulając w mamusię albo tatusia, po czym bacznie przygląda się nowej osobie. Bardzo lubi zabawy z piłką, turlanie, rzucanie. No i oczywiście najfajniej jest zrzucać przedmioty z wysokości, a jeszcze fajniej, gdy ktoś 100 razy je podniesie, a on 100 razy je zrzuci. Nadal chodzi robić bałagan do Nataniela pokoju i to już chyba przed długi czas się nie zmieni. Wiadomo, że tam są najciekawsze zabawki: samochodziki, klocki, kredki. Wiele czynności próbuje Bączek naśladować. Na przykład, kiedy ja coś gdzieś wsadzę, on to wyjmie i próbuje wsadzić sam. Jak ja nacisnę guzik w grającej książce, on wyciąga paluszek i stara się zrobić to samo. Patrzy  na mnie i śmieje się, jeśli mu się uda. A po domu to lata jak perszing. Trzymany za jedną rączkę niemalże biegnie przed siebie. Oby kolejny miesiąc upłynął mu w zdrowiu i zdobywaniu kolejnych umiejętności. Każda jedna bardzo cieszy.

niedziela, 8 marca 2015

Łazik

Od kilku dni mam w domu  małego łazika. Tak, tak...Leoś, mimo, że mniejszy niż Nataniel w jego wieku, postanowił rozwojem nie odbiegać od brata i od kilku dni potrafi sam przemaszerować coraz większe odległości. To już nie są 2-3 kroczki, a cała ich seria. Potrafi nawet zawrócić tak, by wpaść w mamusi ramiona. Dumna jestem niesamowicie. Jest taki jeszcze malutki, główka prawie łysa, a nogi postanowiły nieść go już w świat.  Jeszcze kilka dni temu sensację wzbudzał stojący samodzielnie Leon. Teraz, gdy Nataniel krzyczy z drugiego pokoju "Mamo, mamo, Leoś sam stoi!" w zasadzie staje się to czymś normalnym. A dziś mały bączek wszedł sobie sam na łóżko u babci. Tak po prostu, tak jakby robił to od zawsze. Każdy dzień przynosi coś nowego. Na każdą nowość czeka się z utęsknieniem, jednak każda z nich oznacza, że z mojego bezbronnego naleśniczka robi się poważny chłop. Zęby trochę mu dokuczają przez to pojawiły się znów problemy z jedzeniem. Większość wchodzi metodą "na chrupek". W rączce musi mieć chrupka kukurydzianego, i gdy tylko otwiera buzię by odgryźć sobie kawałek, w buzi ląduje łyżka z kaszą. Mam nadzieję, że jak perełki już wyjdą na dobre, wróci mu apetyt. Jeśli wyrośnie mi drugi Tadek Niejadek to chyba trafię do wariatkowa.






Mieliśmy dziś piękną pogodę. Pierwszą taką prawdziwie wiosenną. Zrzuciliśmy ciepłe kurtki i zimowe buty. Przy  okazji okazało się, że Nataniel nie posiada adidasów na taką pogodę i chodził w trampkach, które kupiłam na wyprzedaży w Reserved Kids chyba za 15 zł ;) W każdym razie mieliśmy cel spaceru: kupić starszakowi obuwie. I mimo, że chciałoby się kupić jakieś stylowe buty, to i tak wiem, że najbardziej będą go cieszyły te ze Spidermanem. Po takie właśnie sięgam. Niech ma. "Każdy wiek ma swoje prawa" tak mawiała kiedyś moja mama. Utkwiło mi to w pamięci. Dzieci tak szybko rosną. Jeszcze będzie nosił "ładne" buty :)

I pochwalić Nataniela muszę, bo przez cały weekend dziecko moje było nad wyraz grzeczne. Bawił się cichutko swoimi nowymi zabawkami. Nie szalał, nie hałasował, nie męczył. Miał obiecane dziś wyjście z tatą do kina na "Pingwiny z Madagaskaru" i strasznie to przeżywał. Co chwilę pytał, która jest godzina, a obiad zjadł jak błyskawica.Potrafi? Potrafi! Ciekawe czy trend grzecznościowy utrzyma się na dłużej ;)